WTOREK

Wtorek rozpoczęliśmy od badania samicy bawoła, której już jakiś czas temu złamał się róg. Poprzednim razem rana pełna była larw much i potocznie mówiąc dość mocno się „paprała”. W wyniku infekcji doszło do zakażenia zatok i śmierdzącego, ropnego wypływu z nozdrzy. Na szczęście dokładne oczyszczenie uszkodzonego miejsca i antybiotykoterapia pomogły i tym razem okolica złamanego roku była już czysta i sucha. Johan postanowił przy okazji sprawdzić, czy samica jest ciężarna. IMG_2242.JPGJak? Wykonując badanie per rectum. Tak tak, to właśnie to badanie z którego „słyną” studenci weterynarii. Johan, nie mówiąc co tam w środku wymacał, poprosił Sonię o wykonanie tego samego badania i stwierdzenie czy bawolątko jest w drodze i jeśli tak to kiedy możemy spodziewać się porodu. Początkowo na twarzy Sonii zarysowała się niepewność i lekki stresik, ale jak się póżniej okazało idealnie określiła stopień zaawansowania ciąży.

By nie przedłużać znieczulenia, leki wybudzające zostały podane tym razem dożylnie a nie domięśniowo. Ucho jest u tych zwierząt dobrym miejscem zarówno do podania leków jak i do poprania krwi. Zaraz po tym jak odjechaliśmy na bezpieczną odległość, samica wstała i powolnym krokiem dołączyła do reszty stada, które czekało nieopodal. 

IMG_2225.JPG

Zadanie, które czekało na nas w następnej kolejności było dość ekscytujące, z drugiej jednak strony niesamowicie smutne i frustrujące. Otóż z zaprzyjaźnionego rezerwatu przywieziono do Nas trzy nosorożce: dorosłą samicę i dwa młode samce. Dlaczego? Niestety w wyniku kłusownictwa, spośród kilkunastu żyjących tam nosorożców, pozostały tylko te trzy. Niestety władze nie są w stanie pozwolić sobie na zapewnienie im odpowiedniej ochrony i postanowiły umieścić je tutaj, pod czujnym okiem strażników.  Jak się okazało, jeden z samców to Chip, wychowanek Megan. Nie chcę sobie nawet wyobrażać co się działo w jego głowie kiedy zetknął się ze znajomymi zapachami i głosami. Samica została póki co umieszczona w mniejszej zagrodzie (bomas), podczas gdy chłopców umieściliśmy na tym samym wybiegu na który dzień wcześniej przenieśliśmy samiczkę. Zwierzęta na szczęście szybko się polubiły i szybko zaczęły wspólnie pałaszować suszoną lucernę. Nie umiem nawet znaleźć słów by nazwać towarzyszące mi przy tym wszystkim uczucia. To coś na kształt smutku-frustracji-poczucia bezsilności-złości. Zamykanie dzikich zwierząt pod kluczem, tylko dlatego że przez głupie wierzenia, bezlitośni ludzie chcą je zabić. To jest po prostu niewyobrażalnie dołujące. 

Po lunchu Megan musiała pojechać do miasta i poprosiła bym w jej imieniu poprowadziła wykład na temat odchowywania i rehabilitacji dzikich zwierząt. W sumie to słyszałam go już tyle razy i sama przedstawiałam go na konferencji, że nie powinnam z tym mieć problemu. A jednak, pojawił się stresik i mała trema. Chyba głównie dlatego, że moimi słuchaczami byli prócz Sonii sami anglojęzyczni studenci. No ale nie było rady, trzeba było spiąć się w sobie! Po raz kolejny uświadomiłam sobie jak bardzo lubię robić takie rzeczy! Wykłady, prezentacje, odpowiadanie na pytania i dzielenie się swoją wiedzą… Kto wie, jeśłi uda mi się rozpocząć studia doktoranckie to już niebawem będę prowadzić zajęcia dla studentów 😉 

Po wykładzie zabraliśmy się do pakowania psiej karmy przed czwartkowym wyjazdem do miasta. Poszło jak zwykle sprawnie i nim się obejrzeliśmy już było po robocie. 

Na koniec dnia, toast moim ulubionym cydrem Savannah i babskie plotki z Sonią, do której wpadłam dziś na noc. Bardzo cieszę się, że spotkałam ją na swojej drodze i mam nadzieję, że uda nam się podjąć współpracę bo obie mamy głowy pełne pomysłów i projektów. Trzymajcie kciuki za ich realizację! 

Reklamy

PONIEDZIAŁEK

 

Jak wspaniale ujrzeć znajome twarze! A jeszcze milej kiedy na twój widok pojawia się na nich wielki i szczery uśmiech. Dopiero witając się z wszystkimi pracownikami Wildlife Department zdałam sobie sprawę jak bardzo za nimi tęskniłam! Chyba nie muszę dodawać że najbardziej ucieszyłam się na widok Megan, która przyjechała po mnie w niedzielę na lotnisko. Niesamowicie cieszę się na myśl, że będę z Nią mieszkać przez najbliższe 3 tygodnie. 

Pierwsze zadanie na dziś – gepard! A właściwie młoda samica, która ma na stałe zamieszkać w oddalonym o kilka godzin rezerwacie i wzmocnić tamtejszą pulę genetyczną. Przygotowaliśmy niezbędne leki, zapakowaliśmy wszystko do samochodu i ruszyliśmy. Po drodze zgarnęliśmy jeszcze grupę studentów, a wśród nich Sonię, która jest tu już od tygodnia 🙂 

Na szczęście bez problemu udało się znaleźć gepardzią rodzinę (samica i czwórka jej dwuletnich młodych). Cała piątka wylegiwała się beztrosko w porannym słońcu, nie podejrzewając że to ostanie wspólne chwile.  Nim się obejrzeliśmy, strzałka z lekami znieczulającymi już była wbita w mięśnie okolicy uda młodej samicy. IMG_2206Jednak mimo celnego strzału, nasza pacjentka nie chciała spokojnie zasnąć. Kiedy wydawało nam się, że możemy bezpiecznie podejść, ta zrywała się na równe nogi by odbiec kawałek dalej i znów się położyć. W końcu udało nam się zbliżyć, ale mimo wszystko Johan podał jej jeszcze trochę środków znieczulających. Wspólnymi siłami włożyliśmy gepardzicę na tył samochodu, wszczepiliśmy podskórny mikrochip i przewieźliśmy do zagrody,  gdzie zaczeka na transport do swojego nowego domu. 

 

Nasz kolejny pacjent to samiec kudu, który przeskoczył przez ogrodzenie i utknął nie tam gdzie trzeba. Jak to zwykle bywa, łatwo wpaść w kłopoty a znacznie trudniej się z nich wyplątać. Niestety kudu to jedne z antylop, które w razie zagrożenia chowają się w gęstym buszu i niełatwo je z niego wywabić. IMG_0369.JPGKolejne utrudnienie polega na tym, że po wbiciu strzałki, zwierzę biegnie przed siebie z dość dużą prędkością i nie dość że trzeba za nim nadążyć i nie stracić go z oczu, to jeszcze w 90% opada z sił i zasypia w trudno dostępnym miejscu. Tym razem poszło na szczęście dość gładko i dorodny samiec o przepięknych oczach został wyciągnięty z opresji. 

To jeszcze nie koniec pracy tego dnia. W związku z coraz poważniejszym kryzysem kłusowniczym, kolejne małe nosorożce tracą matki, które zabijane są dla rogu. Takie właśnie dwa podrostki, samiczka i samczyk,  trafiły do Shamwari. Naszym zadaniem było przeniesienie ich z zagrody na dużo większy wybieg, gdzie czułyby się znacznie lepiej i swobodniej. Te biedne zwierzęta kojarzą człowieka z wielką traumą i okrucieństwiem, nic więc dziwnego że wpadły w panikę na widok Johana z wycelowaną w nie bronią Palmera. Nie mając dokąd uciec, musiały w końcu pogodzić się z faktem że nie nic nie mogą zrobić. Kiedy zasnęły, umieściliśmy je na „ambulansie” (grube, gumowe nosze), który ciągnięty przez samochód powoli ruszył w stronę nowego  wybiegu. Wcześniej na miejscu przygotowaliśmy dużo suszonej lucerny i świeżą wodę. Po dotarciu na miejsce i podaniu leków na wybudzenie, wszyscy oddaliliśmy się na bezpieczną odległość by zwierzęta mogły się w spokoju wybudzić. Samiczka jako pierwsza odzyskała świadomość i zaczęła wstawać. Po chwili całkiem oprzytomniała, podniosła się i odeszła. Niestety samczyk się nie budził i jak się ostatecznie okazało, przestał oddychać. Od razu przystąpiliśmy do reanimacji. Jedna osoba z uciskała kolanem klatkę piersiową, podczas gdy Megan  podała dożylnie adrenalinę. Niestety, mimo usilnych prób, serce nie podjęło pracy i musieliśmy pogodzić się ze stratą małego nosorożca. Wszyscy byli wstrząśnięci. Johan był w szoku i powiedział, że nigdy jeszcze czegoś takiego nie widział. Musieliśmy jednak szybko uporać się z emocjami, bo czekała nas sekcja zwłok celem ustalenia przyczyny śmierci. Udało nam się ustalić, że kłusownicy którzy zabili matkę nosorożca, strzelali również do niego. Kości ramienne obu kończyn piersiowych były na wylot przeszyte przez kule. Liczne odpryski kości utknęly w okolicznych mięśniach powodując wyraźne odczyny zapalne. Ponadto żołądek był pełen pasożytów. Wycinki narządów wewnętrznych zostały pobrane i wysłane do dalszych analiz. Póki co wydaje się że organizm nie zniósł kolejnego znieczulenia i towarzyszącego całemu procesowi stresu. Nie mieliśmy jednak wyjścia i musieliśmy podjąć ryzyko. Studenci poznali więc ciemną stronę pracy lekarza weterynarii dzikich zwierząt. Utrata pacjenta to zawsze wielki cios dla lekarza, a co dopiero gdy dotyczy to zagrożonego gatunku, którego przedstawiciele giną każdego dnia. Po skończeniu sekcji do zrobienia pozostała nam jeszcze jedna rzecz. Usunęliśmy niewielkie (jak u młodego osobnika) rogi, które zostały właściwie zabiezpieczone i zgłoszone do odpowiednich służb. 

Smutne zakończenie pierwszego dnia, ale nie powiem, nie mogę się doczekać co jeszcze przede mną!

Konferencja „Ethical Dillemas in Veterinary Education”

W dniach 11-13.05.2018,  IVSA Warszawa już po raz drugi zorganizowała konferencję naukową, poświęconą dylematom etycznym w weterynarii. Rok temu jako słuchacz, a teraz jako jeden z prelegentów, mogłam poznać opinię specjalistów oraz studentów na trudne i często niechętnie poruszane zagadnienia.

Jak intensywna hodowla zwierząt przyczynia się do zmian klimatu? Czy przeszczepianie narządów u zwierząt jest etyczne? Czy ryby odczuwają ból? Czy wszystkie ingerencje chirurgiczne  u zwierząt są dla nich dobre? Jak udało się ograniczyć wykorzystanie zwierząt do badań laboratoryjnych i co jeszcze możemy w tym kierunku zrobić?  

To tylko niektóre z poruszonych podczas wykładów kwestii. Każdemu z nich towarzyszyła również seria pytań od słuchaczy, a na koniec dnia chętni mogli wziąć udział w panelu dyskusyjnym. Nie sądziłam, że przyniesie on tyle ciekawych wniosków! Ostatniego dnia odbyły się również warsztaty z prelegentami.

Podczas mojej prezentacji opowiadałam o woloturystyce. Zachęcając studentów to podróżowania i odbywania zagranicznych praktyk i staży, ostrzegałam ich przed miejscami, gdzie zamiast pomagać zwierzętom tak naprawdę im szkodzimy. Poświęciłam dużo uwagi tzw. Pseudosanktuariom w RPA, gdzie turyści i wolontariusze obcują z młodymi zwierzętami, które mimo zapewnień pracowników nigdy nie wrócą na wolność. Mam nadzieję, że zaprezentowane przeze mnie filmy i zdjęcia na długo pozostaną im w pamięci. Właściwie to chyba osiągnęłam mój cel, bo wiele osób, zadając pytania jednocześnie dziękowało za uświadomienie ich w tej kwestii bo wcześniej nie mieli pojęcia, że coś takiego ma miejsce.

Wielkie ukłony dla IVSA Warszawa za zorganizowanie tego wydarzenia i możliwość wystąpienia u boku takich specjalistów!

PS

Już nie mogę doczekać się kolejnych edycji! 😀

 

 

 

IMG_4494

fot. Iga Taszakowska i Ola Samsel 

Konferencja „Keep calm and save exotic pets”

Bardzo lubię jeździć na różnego rodzaju konferencje o tematyce weterynaryjnej. 29102164_2037648393141192_813926519908817351_n

Konferencja zorganizowana przez IVSA Poznań była jednak nieco inna niż wszystkie, na których byłam do tej pory. Po raz pierwszy wystąpiłam w roli PRELEGENTA! I to w jak zacnym gronie: Alicja Teodorczuk, Michał Gruss, Jakub Kliszcz, Jakub Fatyga, Przemysław Łuczak ! To było naprawdę niesamowite i bardzo ciekawe przeżycie. Wielkie podziękowania dla organizatorów 😀

 

Uczestniczki

Nie sądziłam, że organizowany przeze mnie wyjazd spotka się z tak wielkim zainteresowaniem! Nie wiem na ile maili i prywatnych wiadomości odpowiedziałam, ale było tego naprawdę sporo…

I tak oto udało mi się zebrać super ekipę, która już niedługo zawita do Shamwari! Przed Wami „moje” dziewczyny 😀

 

  1. Daria Michałkowska

Daria jest studentką IV roku weterynarii z Lublina i jako jedna z pierwszych dołączyła do mojego projektu. W przyszłości planuje pracować z małymi zwierzętami, dlatego też praktykuje w lecznicy oraz należy do sekcji chirurgicznej, gdzie zdobywa wiele niezbędnych umiejętności. Oczywiście nie wyklucza też opiekowania się dzikimi zwierzętami.

Ale nie samą weterynarią żyje człowiek! Daria pracuje również w opcji biznesowej w firmie Oriflame, a czasie wolnym oddaje się wielkiej pasji, jaką jest taniec Przez 12 lat była mażoretką, obecnie tańczy hip-hop.

Zainteresowanie Afryką i zamieszkującymi ją zwierzętami pojawiło się już w dzieciństwie, a dojrzało w liceum, podczas przygotowywania projektu na temat dużych kotów.

Jej motto to: ” If you’re not doing what you love, you’re loosing your time” 

 

 

2. Ewa Dąbrowska

Ewa to pochodząca z Sandomierza studentka III roku weterynarii w Lublinie. Udziela się w organizacjach studenckich, takich jak IVSA Lublin.
Kocha zwierzęta bez dwóch zdań! Jest właścicielką 🐈🐈🐈🐈 kotów (Abi, Chicka, Zazu i Zumi) oraz 🐕🐕 psów (Scooty i Kropka). Prowadzi też dom tymczasowy dla kotów. Ewa działa także w projekcie „My i psy”, który ma na celu przekazywać wiedzę kynologiczną mieszkańcom Lublina oraz pisze prace inżynierską na kierunku behawiorystyka zwierząt.

Swoją przyszłość najprawdopodobniej zwiąże z psami/kotami lub zwierzętami dzikimi (miała możliwość już pomocy przy naszych polskich dzikusach podczas praktyk w Ośrodku Rehabilitacji Zwierząt Chronionych w Przemyślu – lecznica „Ada”)

 

 

3. Sonia Zaleska

Soniadołączyła do mojej ekipy jako ostatnia i z powodu braku miejsc na moim turnusie pojedzie do Shamwari na wcześniejszy kurs i zostanie na wolontariacie jeszcze na kilka dni po jego zakończeniu. Także pierwsza przetrze szlaki w tym roku

Ale przejdźmy do konkretów…

Sonia studiuje na V roku SGGW w Warszawie
Po studiach planuje rozpocząć doktorat ze zwierząt egzotycznych i właśnie nimi zajmowac się w swojej praktyce. Nie wyklucza też onkologii małych zwierząt.

Jej pasje to podróżowanie, narciarstwo, DUŻE KOTY oraz sporty ekstremalne, np wspinaczka, żagle, kitesurfing
Motto życiowe?
Life is an adventure! Life begins at the end of your comfort zone.

A jej przygoda z Afryką zaczęła się tak jak u mnie. Od dziecka, inne dzieci oglądały bajki a ona wybierała Animal Planet i Króla Lwa .
Zawsze w głowie były duże koty. W gimnazjum zakomunikowała mamie, że pojedzie na program badawczy do Afryki.

Planuje założyć bloga i fanpage, więc niebawem będziecie mogli śledzić jej poczynania także po wyjeździe (a planów ma sporo).

W jej domu mieszkają: Alaskan Malamute – Miya, kot Kacper i kotka znajdka Kołtun 

 

4. Kasia Wolna

Kasia jest studentką 3-go roku z Warszawy.
Na codzień chodzi na praktyki/wolontariat do kliniki małych zwierząt. Szczególnie interesuje się stomatologią weterynaryjna małych zwierząt ale jeśli się uda, to bardzo chciałaby pracować tez z naszymi polskimi dzikimi zwierzętami 

Bardzo lubi pływać, jeździć na nartach. Ale to nie wszystko! Jak tylko znajdzie odrobinę czasu, którego na weterynarii nie jest zbyt wiele, to łapie smyczek i gra na wiolonczeli !

O wyjeździe do Afryki i leczeniu dzikich kotów marzyła odkąd obejrzała film „Elza z Afrykańskiego buszu”(trochę się wyłamuje z filmem, ale Króla lwa tez bardzo lubi

O vetaway dowiedziała się na spotkaniu w Południku Zero w 2016 roku.

W domu Kasi mieszkają 3 koty: Kropka, Pucjan, Kretka 

 

5. Karolina Ziomek

Studentka 3 roku UP w Lublinie.
Weterynaria oraz żeglowanie to jej dwie największe pasje. Jeśli chodzi o pierwszą, chciałaby kiedyś pracować ze zwierzętami nieudomowionymi oraz być świetnym chirurgiem 😉 Skończyła kurs i pracuję jako opiekun zwierząt domowych firmy COAPE (
https://www.facebook.com/opiekunzwierzatkarolinaz/), w której ma do czynienia ze wszystkimi zwierzakami, poczynając od królików,gryzoni, ptaków, rybek, gadów, a skończywszy na psach i kotach.
W wakacje uczęszcza na wolontariat do kliniki w Łodzi.
Odbyła wolontariat w fokarium na Helu, ZOO w Łodzi oraz  praktyki wakacyjne w ZOO w Gdańsku, w którym się zakochała 🙂

Jeśli chodzi o żeglarstwo, to cała przygoda rozpoczęła się od rejsu na Fryderyku Chopinie i przepłynięciu przez Ocean Atlantycki, gdy Karolina miała zaledwie 17 lat.
Potem kolejne regaty, rejsy…
Obecnie pływa też na jachcie Roztocze Politechniki Lubelskiej, gdzie przyciąga ją wspaniała atmosfera i świetni ludzie 🙂 Byli razem nawet na rejsie do Afryki!

Podróże są jej sposobem na życie, nie umie usiedzieć długo w jednym miejscu.
Lubi tez ruch i sport. Biega na nartach biegowych i tańczy zumbę. Swoich sił próbowała też w szczypiorniaku i pchnięciu kulą.
Prywatnie jest właścicielką  kotki Plamki,  ale jednocześnie prowadzi dom tymczasowy dla innych pupili 🙂

 

6. Monika Grzesik

Poznajcie Monikę

Monika Grzesik jest studentką 3 roku z SGGW. Na co dzień studiuje, a po uczeleni pracuje ako grafik. Czasem wpada do znajomej lecznicy na praktyki, jeździ konno, a jeśli zostanie jej trochę czasu to rysuje. Uwielbia też chodzić na długie spacery ze swoimi psiakami.

Wciąż nie podjęła decyzji z jakimi zwierzętami chciałaby pracować. Idąc na studia sądziła, że będą to psy i koty, po 1 roku byłam pewna, że ptaki. Na 2 roku zgłębiła temat egzotyków i bardzo ją zainteresował. Na 3 doszły jeszcze konie…. Czas pokaże Monika chciałaby powyjeżdżać na praktyki w różne ,,egzotyczne” miejsca. Nasz wyjazd do RPA jest pierwszym krokiem w jej planie.

Weterynaria to nie jej pierwsze studia. Wcześniej kończyłam Wzornicwto na Warszawskiej ASP i próbowala swoich sił jako projektant produktu i grafik. Doszła jednak do wniosku, że jej prawdziwą pasją są zwierzaki i to z nimi chciałaby związać zawodową przyszłość.
Monika ma prawdziwego zwierzęcego bzika i spore domowe stadko! Obecnie mieszkaj z ponad 25 letnim żółwiem stepowym Plackiem, dwoma chomikami syryjskimi
Franką i Chrupusiem, myszą laboratoryjną Rysiem oraz dwoma psiakami – pekińczykiem Szocikiem oraz kudnelkioem Zuzią na tymczasie. Prawie wszystkie te cudaki są trochę ,,z odzysku”.Ale to nie koniec! Pod Warszawą mieszka jej 17 letni koński przyjaciel Belibar, na którym często wyrusza w teren

Zainteresowanie Afryką wzięło się z Animal Planet, który pokazała jej ciocia.
Emitowana była wtedy seria z pewną panią podróżniczką, która nagrwała filmy dokumentalne o afrykańskich zwierzętach.
Od tego czasu marzyła by przeżyć taką przygodę lecz zupełnie nie miała pojęcia jak się za to zabrać.

O wyprawie Vetaway dowiedziała się razem z Kasią W. od Sylwi J. (które jadą z nami. w tym rokuľw drodze powrotnej z zajęć.
Poczuła, że to własnie może być spełnienie dziecięcych marzeń i fantastyczna przygoda

7. Sylwia Jankowska

Sylwia Jankowska jest studentką 3 roku na SGGW.

Zwierzęta kocha od zawsze, a wraz z miłością do nich pojawiło się marzenie by zostać lekarzem weterynarii. Afrykańskie zwierzęta fascynowały ją jużw podstawówce, dzięki programom przyrodniczym, bajkom i książkom.
Sylwia postanowiła przyjść na jeden z moich wykładów o praktykach zagranicznych i od tamtej pory śledziła mój fanpage i blog.Dzięki temu skąd też dowiedziała się o możliwości wyjazdu do Shamwari.

Na co dzień ma do czynienia ze zwierzętami domowymi i gospodarskimi. W Warszawie mieszka wraz z niewidomą sunią ze schroniska- pekińczykiem Jurandą. Od niedawna do ekipy dołączył chomik
W swojej miejscowości rodzinnej Sylwia ma jednak znacznie więcej zwierzęcych przyjaciół – dwa kucyki szetlandzkie , osiołka, stadko kóz , kur  i (dla odmiany egzotyczny akcent) legwana zielonego!
Po studiach chciałaby zajmować się końmi oraz chirurgią psów i kotów.
W wolnych chwilach jeździ konno, czyta książki, mangę oraz spotyka się ze znajomymi. W sezonie zimowym wyjeżdża z rodziną na narty

Jak sama podkreśla:
„Bardzo cieszę się z możliwości spełnienia jednego z marzeń i zobaczenia przepiękne afrykańskie zwierzęta w ich naturalnym środowisku.”

 

8. Zuzanna Kołkowska

Zuza Kołkowska to studentka IV roku z Warszawy.

Obecnie dzieli czas między studia, ogarnianie swojego psiaka Chrupka (ma prawie rok i mnóstwo energii, którą codziennie trzeba jakoś spożytkować). Dodatkowo jest w burzliwym okresie przeprowadzki i wykańczania mieszkania, więc w wolnych chwilach dokształca się z zakresu budowlanki

Jeśli chodzi o zwierzęta, którymi chce się zajmować, to nie sprecyzowała jeszcze swoich planów… Na razie liczy na to, że uda jej się zwiedzić świat i znaleźć specjalizację dla siebie.

Zuza bardzo lubię czytać książki, spacerować – szczególnie po lesie (pochodzi z Borów Tucholskich), a jeśli mam czas to chętnie gotuje i piecze ciasta

Skąd zainteresowanie Afryką?
Zaczęło się od weterynarii – od zawsze wiedziała że chce zostać lekarzem weterynarii. Jej starsza siostra jest weterynarzem i często opowiadała młodszej siostrze o swoich studiach i weterynaryjnych przygodach. W związku z zamiłowaniem do zwierzątek mała Zuzia co weekend zasiadała przed telewizor żeby oglądać filmy przyrodnicze i to właśnie wtedy oczy szeroko otwierały się jej na piękno, różnorodność i majestat dzikich zwierząt. Szczególnie ukochała sobie dokumenty o Afryce, bo tam spacerują wielkie słonie, tam polują lwy, tam majestatycznie przechodzą się nosorożce, a na wszystkich z góry patrzą żyrafy. I już wtedy zdecydowała – to jest świat, który trzeba zobaczyć i dotknąć, a teraz to marzenie się spełni!

Idealnie złożyło się więc, że Zuza trafiła na VetAway!
Zaczęła całkiem poważnie myśleć, o wyjeździe i tak właśnie znalazła moją stronę. Przeczytała wszystkie dostępne historie scrollując funpage od góry do dołu i z powrotem  Szybko trafiła na na słowo klucz „Shamwari”, poczytała o wyjazdach do tego rezerwatu, a patrząc na zdjęcia zakochałam się w okolicy. Potem jak z nieba spadł mi wspólny wyjazd polskiej ekipy na praktyki do Afryki

 

9. Marta Żygowska

Poznajcie przedotstanią uczestniczkę afrykańskiej wyprawy – przed Wami Marta Żygowska !

Marta jest tegoroczną absolwentką weterynarii w Warszawie. Na co dzień pracuje w lecznicy małych zwierząt oraz w projekcie ochrony żubrów, gdzie ma możliwość pracy w terenie. Gdy tylko nadarza się okazja, stara się podróżować, żeglować oraz chodzić po górach.

Pierwszy kontakt ze światem dzikich zwierząt miała już w dzieciństwie, dzięki dziadkom – biologom. W wolnym czasie przeglądała książki, zbierała zdjęcia i przerysowywała ilustracje przeróżnych zwierząt. Jej szczególnym zainteresowaniem zaczęły cieszyć się zwierzęta zagrożone, w tym afrykańskie, zwłaszcza dzikie koty. Dalej poszło już łatwo, obrany kierunek studiów, praktyki w różnych lecznicach oraz w Białowieskim Parku Narodowym, gdzie miała okazję uczestniczyć w immobilizacjach białowieskich żubrów, łosi czy dzików. Plany związane z kontynuowaniem pracy ze zwierzętami wolnożyjącymi zostały odroczone w czasie na czas rocznej wymiany studenckiej, na którą Marta wyjechała do Niemiec. Po powrocie do Polski zaczęła planować spełnienie jednego ze swoich największych marzeń, jakim było zobaczenie na własne oczy zagrożonego gatunku, jakim są pandy w Chengdu Research Base of Giant Panda Breeding w Sichuanie w Chinach.
Kolejnym celem stała się Afryka, Marta interesowała się możliwościami wyjazdu już od pierwszych lat studiów i kibicowała mojemu pierwszemu wyjazdowi do Shamwari. O projekcie Vetaway na praktyki do Afryki dowiedziała się bezpośrednio ode mnie, zaproponowałam jej udział we wspólnym przedsięwzięciu, a ona nie mogła przepuścić takiej okazji i stwierdziła tylko „jak nie teraz to kiedy?”.
Zdobywana z czasem wiedza uświadomiła jej powagę sytuacji zagrożonych gatunków, a także ich środowiska naturalnego. Swoją przyszłość chciałaby związać z pracą ze zwierzętami wolnożyjącymi, a także przyczyniać się do zwiększania ludzkiej świadomości odnośnie wpływu oraz konsekwencji działalności człowieka na przyrodę.

Link do zrzutki
https://zrzutka.pl/8txx68

 

 

10. Agata Strzałkowska

 

Agata Strzałkowska to obecnie studentka 4 roku Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie.
Poza godzinami na uczelni bardzo aktywnie zajmuje się IVSA Lublin (Miedzynarodowym Stowarzyszeniem Studentów Weterynarii) i wdraża się do zawodu pomagając w lubelskich przychodniach.

W werterynarii najbardziej interesują ją chirurgia oraz anatomia. Jak to dalej rozwinie? Czas pokaże
W swoim domowym stadku ma owczarka niemieckiego Sare oraz kawie domową Myszę.

Powołanie powołaniem ale przeciez nie samymi zwierzętami żyje Agata. Drugą pasją zaraz po wecie są podróże i sporty ekstremalne. Stąd proste równianie –
Weterynaria +ekstremalność+ podróze=jakby nie patrzeć wyjazd do rezerwatu Shamwarii !

Połączyć wszystkie rzeczy na weterynarii nie jest prosto, ale dla chcącego nic trudnego. Niemożliwe przeciez nie istnieje, a na pewno nie dla niej
Pomysł na Afrykę wziął się z dziecięcych fascynacji „Królem lwem”, jednak momentem zwrotnym był odcinek „Kobieta na krańcu świata”: Daphne Sheldrick, która wraz z mężem wychowała wiele osierconych zwierząt w Parku Narodowym Tsavo w Kenii. Wtedy postanowiła wcielić marzenia w czyn. Poszukała, poczytała i znalazła fanpage Vetaway. Od tamtej pory tworzy z nami paczkę, która już wkrótce stanie na afrykanskiej ziemi aby nieco wiekszym milusinskim nieść ogrom pomocy!